Życie w zgodzie z naturą i samym sobą

Myć czy myć… trochę mniej – oto jest pytanie!

Myć czy myć… trochę mniej – oto jest pytanie!

Przyjrzyjmy się jabłku ze zdjęcia – piękne, zielone, smaczne, w chwili małego głodu ciężko byłoby mu się oprzeć. Czy wygląda jakby skrywało zaskakująca tajemnicę? Czy możemy zaufać naszym oczom a może powinniśmy podchodzić do niego z rezerwą? Sekret jaki skrywa nasz owoc ujawnimy pod koniec artykułu a na razie przejdźmy do meritum sprawy – jak powinniśmy myć jedzenie przed spożyciem?

 

Perfekcyjne dary nieperfekcyjnej natury

W dobie przemysłowej produkcji żywności mamy techniczną możliwość nadania warzywom i owocom dowolnego wyglądu: kształtu, koloru, średnicy, blasku. Producenci jedzenia prześcigają się w masowym dostarczaniu jedzenia perfekcyjnego, wyglądającego jak z reklamy idyllicznego świata gdzie idealna rodzina spożywa idealne jedzenie a potem wszyscy szeroko uśmiechają się idealnie białymi zębami. Rezultat jest taki, że idąc warzywno – owocową alejką w supermarkecie mijamy rzędy perfekcyjnych jabłek, pomidorów, gruszek. Wszystkie tego samego rozmiaru, wręcz podręcznikowo okrągłe, czerwone lub zielone, pięknie błyszczące, wabiące swoim wyglądem i zachęcające do zjedzenia. Co sprawia, że wyglądają tak wspaniale i czy po ich zjedzeniu na pewno będziemy się dobrze czuli?

 

Tajemnica wyglądu perfekcyjnych owoców i warzyw tkwi w fakcie, że nie są one już tworami natury  raczej dziećmi postępu technicznego. Jednym z głównych założeń kapitalizmu jest zwiększanie zysków producentów najczęściej poprzez zbijanie kosztów produkcji – produkt, który łatwo się psuje, ma skazy i trzeba go szybko zjeść z zasady jest mniej zyskowny niż ten, który długo pozostaje świeży, jest odporny na zmiany klimatyczne a do tego pięknie wygląda. Właściciele sadów muszą trafiać w “okno”, w którym plony są na tyle dojrzałe żeby móc je sprzedać ponieważ jeżeli się spóźnią i owoce przejrzeją będą musieli obniżyć ich cenę lub finalnie nie zarobią nic. Dlatego przed dniem targowym/dostawy lepiej potraktować lekko zielone jeszcze owoce przyspieszaczem dojrzewania niż martwić się, że trzeba będzie je przerobić na paszę dla zwierząt. Oczywiście wszystko w granicach norm wskazanych przez odpowiedni urząd i oczywiście bez zagrożenia dla życia konsumenta – czy oznacza to, że powinniśmy podchodzić do takich deklaracji bezkrytycznie? Zjedzenie jednej gruszki pokrytej konserwantami nas nie zabije ale co jeżeli zjemy ich dziesięć w ciągu dnia? Czy wtedy chemikalia, którymi są one pokryte nie odłożą się w naszym organizmie uszkadzając pojedyncze komórki, które po zreplikowaniu się tysiące razy (zgodnie z mechanizmem zaprojektowanym przez Naturę) utworzą guz na wątrobie i po jakimś czasie wyślą nas w zaświaty?

 

 

Niezależnie od tego co mówią rządowe normy lepiej podchodzić do takich deklaracji sceptycznie i przed zjedzeniem idealnego pomidora dobrze go umyć 🙂 No właśnie – dobrze czyli jak? Przyjrzyjmy się dwóm podejściom, które można spotkać w internecie – jednym bardziej restrykcyjnym a drugim bardziej luźnym.

 

Przykładajmy się do mycia bo trzeba

Podejście, które wymaga od nas trochę podejrzliwości w stosunku do producentów żywności no i zadania sobie trudu przejścia przez trochę bardziej skomplikowaną procedurę oczyszczania produktów przeznaczonych do jedzenia. Wymaga trochę więcej czasu i wcześniejszego przygotowania specyfików, w których będziemy mycie wykonywać. W bardzo dobrym artykule na temat mycia darów natury umieszczonego w serwisie akademiawitalnosci.pl (gorąco polecamy! 🙂 ) Marlena, autorka bloga prezentuje przepis na pozbycie się zanieczyszczeń:

 

  1. Faza pierwsza – płukanie w wodzie z dodatkiem octu – woda o kwaśnym odczynie pozwoli nam usunąć z powierzchni wiktuałów wszelakiego rodzaju bakterie, na pewno były dotykane przez wiele różnych osób, zarówno podczas transportu jak i leżenia na półce sklepowej,
  2. Faza druga – płukanie w wodzie z dodatkiem sody oczyszczonej – dzięki temu etapowi pozbędziemy się z naszego jedzenia pestycydów, konserwantów i chemicznych dodatków, którymi producenci potraktowali je aby pięknie wyglądały a przede wszystkim – nie zostały zjedzone przez robaki i nie zepsuły się zbyt wcześnie,
  3. Faza trzecia – płukanie w naturalnej wodzie – faza, którą stosujemy wszyscy niezależnie od podejścia, finalnie myjemy nasze jarzyny/owoce i przygotowujemy je do jedzenia.

 

Jest to zdecydowanie ta cięższa droga jednak przecież zdrowie nasze i naszej rodziny nie ma ceny i każda ilość czasu spędzona na walce o dobre samopoczucie i usuwanie chemikaliów z naszego pożywienia jest cenna i ma swoje głębokie uargumentowanie. Co jednak jeżeli jest zbędna?

 

 

Myjmy normalnie bo wszystko jest zgodne z normami

Podejście dużo łatwiejsze, szybsze no i zdecydowanie bardziej racjonalne. Podobnie jak w poprzednim przypadku również tu posłużymy się zewnętrznym linkiem do ciekawego wywiadu zamieszczonego w serwisie newseria.pl. Otóż wynika z niego, że zdecydowana większość Polaków słyszała alternatywnych (w stosunku do zwykłej wody) metodach mycia warzyw jednak stosuje je nie więcej niż 30% (co w naszej opinii i tak jest niezłym wynikiem). Autor artykułu przytacza tezę, że pomimo oczywistego faktu, że warzywa przed jedzeniem trzeba myć i oczyszczać z resztek ziemi bądź innych zanieczyszczeń nie warto bawić się w stosowanie sody czy kwasku cytrynowego ponieważ stężenie pestycydów czy substancji konserwujących jest na poziomie określonym przez zalecenia instytucji państwowych i zgodne z obecnie obowiązującym prawem.

– Nie ma jednak konieczności stosowania takich metod, jak moczenie owoców czy warzyw w wodzie, stosowania kwasów czy sody. Nie zwiększy to bezpieczeństwa tych produktów. (dr Postupolski, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego)

Czy oznacza to, że dodatkowe mycie owoców jest niepotrzebnym trudem? Z tego co twierdzi dr Postupolski tak właśnie jest. Co więcej może mieć to negatywny wpływ na naszą marchewkę bo może wejść w reakcję z witaminami w niej zawartymi i uczynić ją w jakimś stopniu jałową:

Wygląda na to, że racjonalna droga ma większe pokrycie w naukowych źródłach. Czy warto jednak ufać, że owładnięty rządzą zysku producent żywności nie przesadzi z dodaniem tego i owego do naszych pomidorów? Jeżeli nie chcemy żyć w paranoicznym świecie gdzie każdy czyha na na zawartość naszego portfela i dla własnego partykularnego zysku będzie nastawał na nasze zdrowie to pewnie tak. Należy jednak pamiętać, że czasem to się zdarza jak choćby tym przypadku gdzie spożycie mrożonych brokułów zakupionych w popularnym markecie mogła się wiązać z ponadnormatywną konsumpcją pestycydów, którymi były one pokryte – tym razem nadmiar wykryto ale czy był to jednostkowy przypadek?

 

Które podejście wybrać?

To pytanie każdy powinien zadać sobie sam. Czy być podejrzliwym i poświęcać czas na dokładne mycie owocu, który chcę zjeść bo wiem, że jest pokryte cała gamą chemicznych substancji, które nadają mu ten piękny wygląd? A może być racjonalnym i dać sobie spokój, opłukać go tylko z grubsza bo przecież wszystko i tak jest zgodne z ogólnie przyjętymi normami? Cóż, to Ty decydujesz które podejście zastosujesz ale w finalnej decyzji być może pomoże Ci ujawnienie tajemnicy naszego jabłka z początku artykułu – otóż nasze perfekcyjnie zielone, świeżutkie i apetyczne jabłko w momencie zrobienia zdjęcia zalicza dokładnie… szósty tydzień od zakupu 🙂 🙂  Czym musi być pokryty owoc żeby po 1,5 miesiąca ciągle wyglądać idealnie? Przemyślcie sami 🙂

 

 

Czy podobał Ci się powyższy wpis? Jeżeli tak napisz to w komentarzu, jeżeli nie – zrób to również! 😉

Skomentuj artykuł